GIMNAZJALISTO - KONIECZNIE TO PRZECZYTAJ

Rekrutacja 2017/2018

Zapraszamy na naszą nową stronę internetową
CENTRUM KSZTAŁCENIA ZAWODOWEGO i USTAWICZNEGO
nr 2 w Wadowicach

Klasa II Liceum Sportowo-Turystycznego na szkole przetrwania

  W dniach 16 - 22 czerwca klasa druga Liceum Sportowo - Turystycznego pod kierownictwem p. Marka Babika
oraz po opieką p. Katarzyny Wróbel i p. Jacka Zarzyckiego, uczestniczyła w obozie, którego organizatorem
była SZKOŁA PRZETRWANIA "AS" z Białej Podlaskiej. Jej właściciel i kierownik a zarazem były żołnierz z
20-letnim stażem, pan Bogusław Nowikowski, w bardzo ciekawy sposób wypełnił nam czas. Rytm każdego dnia
wyznaczały nam pory posiłków, które oznaczały również krótki odpoczynek przed kolejnymi wyzwaniami.
Chcecie dowiedzieć się co nimi było? Zapraszam więc do lektury krótkiej relacji z naszego wyjazdu... .
    
   DZIEŃ I - NIEDZIELA -podróż do Serpelic (ok 450km)
 
 O godz. 10:30 wszyscy uczestnicy zebrali się pod szkołą, skąd wynajętym na tą okazję busikiem udali
się do Kalwarii Lanckorony. Następnie pociągami TLK dostali się do Warszawy Zachodniej, następnie do
Siedlec i na końcu do miejscowości Sarnaki, gdzie czekał na nas pan Nowikowski. Podróż ku naszemu
zaskoczeniu przebiegała wyjątkowo płynnie. Wszystkie pociągi odjeżdżały punktualnie jak w zegarku. Jedynie
upał dawał się we znaki. Do ośrodka AS w Serpelicach nad Bugiem dotarliśmy ok 21:00, gdzie czekała na nas
kolacja a po niej p. Nowikowski przedstawił zasady regulaminu obozu, jak również ramowy plan na poszczególne dni.
    
   DZIEŃ II - PONIEDZIAŁEK
    
 Po śniadaniu, pod okiem instruktorów i po zapoznaniu ze sprzętem, wyruszyliśmy na spływ kajakowy rzeką BUG.
Malownicza trasa, nietknięte ręką ludzką brzegi zrobiły na całej grupie duże wrażenie. Należy tu przypomnieć,
że nie był to pierwszy kontakt uczniów tej klasy z kajakarstwem. Uczestniczyli oni bowiem w spływie po
Jeziorze Międzybrodzkim na jesieni zeszłego roku. Na mecie, niespodzianka: okazało się, że musimy wracać
do ośrodka pieszo, co zajęło nam ok 1,5h marszu. Ledwo zdążyliśmy na obiad. Popołudniu grupa uczestniczyła
w wykładzie dot. Survivalu oraz w strzelaniu z broni pneumatycznej do tarcz opadowych. Po kolacji
mieliśmy jeszcze nadwyżki energii, wiec udaliśmy się na boisko piłkarskie pobliskiej szkoły, gdzie
chłopcy grali w piłkę nożną a reszta grupy w siatkówkę.
    
   DZIEŃ III - WTOREK
    
 Przed południem zajmowaliśmy się wspinaczką na 10-metrowej sztucznej ścianie oraz pokonywaliśmy park linowy
znajdujący się również na terenie ośrodka, który obejmował między innymi most tybetański. Była to okazja do
przypomnienia sobie podstawowych technik linowych oraz elementów wyposażenia, z którymi to część uczniów miała
już kontakt na zajęciach wspinaczkowych w Andrychowie w klasie pierwszej. Ażeby wprowadzić trochę urozmaicenia,
wszystkie elementy pokonywaliśmy na czas. I tak na ściance najszybszy okazał się Jakub Meres, któremu wspięcie
się na szczyt zajęło niecałe 20 sekund  a w parku linowym Marek Porzycki, któremu pokonanie trasy zajęło ok 2 min.
Hitem okazały się jednak zajęcia popołudniowe: tyrolka, czyli zjazd na stalowej linie o długości 160m z jednego
brzegu rzeki na drugi z wysokiej skarpy, przeprawianie się wojskową łodzią desantową na drugi brzeg oraz
wyścigi kajakowe. Ten dzień jednak nie skończył się jak zawsze po kolacji. Wszyscy uczestnicy obozu,
również 50-osobowa grupa z Janowa Podlaskiego zostali zwołani na zbiórkę o godz 23:00. Podzieleni na grupy
10-osobowe uczestniczyli w nocnej grze terenowej, której celem było przebycie trasy prowadzącej przez ciemne
lasy i pola, odnalezieniu punktów kontrolnych i wykonaniu tam określonych zadań jak np. pokonanie pola minowego,
po których uzyskiwało się kolejne wskazówki co do dalszej drogi. Dodatkowym utrudnieniem było to, by nie dać
się złapać panu Nowikowskiemu, który przemierzał ciemne leśne drogi na swoim wojskowym motocyklu. Niektóre
grupy się pogubiły, ale na szczęście nie nasze:)
    
   DZIEŃ IV - ŚRODA
    
 Rano znów w grupach 10-osobowych wyruszyliśmy na marsz na orientację. Każda grupa musiała dotrzeć do
określonego miejsca, gdzie czekała łódź desantowa, którą przeprawiano się na drugi brzeg, idąc przez las
odnaleźć drogę asfaltową a nią dotrzeć do miejscowości Mielnik i uzyskać konkretne informacje historyczne na
jej temat. Z uwagi na brak mostu w tym rejonie, grupy musiały odszukać kolejne miejsce, gdzie czekała łódź
motorowa, którą powrócili na właściwy brzeg a nim piechotą do ośrodka (ok 40min marszu). Jedna z naszych
grup prześcignęła wszystkie pozostałe, druga zaś spóźniła się 10 min na obiad. Jak widać równowaga w
przyrodzie musi być:)
Popołudniu czekała na nas kolejna rewelacja, jaką okazał się zjazd na linie z wieży o wysokości 13m. Po
zajęciach na ściance, wszyscy byli już zaznajomieni z uprzężą, tu natomiast dużo bardziej musieliśmy liczyć
na swoje własne opanowanie sprzętu, gdyż prędkość zjazdu zależała od każdego indywidualnie. Adrenalina rosła,
gdy każdy wykonywał 3 zjazdy, najpierw z wysokości pierwszego, potem drugiego, i ostatecznie trzeciego okna
usytuowanego na wys. ok 13m. Drugim wyzwaniem była rozgrywka PAINTBALL-owa w pobliskim lesie. W dzisiejszych
zajęciach niestety nie mógł wziąć udział Jakub Meres, który nabawił się kontuzji stawu skokowego podczas
nocnej gry terenowej.
    
   DZIEŃ V - CZWARTEK
    
 Jak zawsze po śniadaniu, cała grupa wzięła udział w wykładzie pana Nowikowskiego dot. TERENOZNAWSTWA.
Poznaliśmy zasadę działania kompasu, busoli oraz GPS, ale również metody określenie swojego położenia bez
użycia w.w. urządzeń. Po wykładzie należało sprawdzić nabytą wiedzę w praktyce. Uczniowie przeszli próbę,
którą w wojsku nazywa się TESTEM KOMANDOSA. Zostali oni wywiezieni w grupach 5-osobowych w różne, nieznane
im miejsca na drugim krańcu lasu, z których musieli wrócić pieszo do ośrodka. Z zadania wywiązali się wzorowo.
Po obiedzie, wraz z grupą z Janowa Podlaskiego, odbyliśmy ćwiczenia z pierwszej pomocy i ratownictwa wodnego.
Po treningu na fantomie, wszyscy wcielili się w rolę rozbitków, w grupach 4-osobowych wyskakując w biegu
pojedynczo co kilka sekund z płynącej łodzi motorowej. Zadaniem kolejnej grupy, tym razem kajakarzy w kajakach
jednoosobowych, było wyłapanie rozbitków na nurcie rzeki i odholowanie ich bezpiecznie do brzegu. Po
oficjalnych ćwiczeniach był jeszcze czas na kąpiele, szlifowanie swoich kajakowych umiejętności oraz pierwszy
kontakt z canoe.
    
   DZIEŃ VI - PIĄTEK
    
 Był to już ostatni dzień naszego pobytu. Przedpołudnie wypełniło nam ŁUCZNICTWO oraz zapoznanie z zasadą
działania i nauka obsługi wykrywacza metali. Wiedza teoretyczna wielokrotnie przeplatana była opowieściami
 i licznymi wspomnieniami byłego żołnierza z lat służby, których wszyscy słuchali z dużym zainteresowaniem.
Po obiedzie przyszedł czas pożegnań i podziękowań za wspaniałą gościnę oraz ciekawie i aktywnie spędzony
czas w miłej atmosferze.

  W drodze powrotnej, która również była długa i wyczerpująca, nie milkły pełne emocji wspomnienia z
poszczególnych dni. Jest to dowód na to, że czas jaki spędziliśmy nad Bugiem, zapadnie na długo w
pamięci wszystkich uczestników, że warto organizować tego typu wyjazdy, gdzie młodzież nie tylko uczy
się dyscypliny, ale także buduję mocne więzi i poczucie odpowiedzialności za innych. Jako kierownik
i organizator tego wyjazdu już snuję plany kolejnego, tym razem skierowanego do uczniów klasy Liceum Policyjnego.
                    
Marek Babik
 

Zdjęcia